Piosenki w Bollywood
Jednym z najistotniejszych elementów rozrywkowego kina z Indii są piosenki. Melodyjne wstawki we współczesnym Bollywood to dość trudna do zdefiniowania forma, oscylująca pomiędzy musicalem, przedstawieniem scenicznym a teledyskiem. Na Zachodzie niektórzy badacze używają terminu “song picturization”, który brzmi może efektownie, ale tłumaczy niewiele. Tym bardziej, że w Europie czy USA nie brakuje widzów, którzy tego rodzaju przerywniki uważają za zbędny dodatek. I głośno się dziwią: po co w ogóle w indyjskich produkcjach piosenki?
Powód pierwszy: pomagają wypromować film. To chyba nie wymaga wyjaśnienia. Przebojowa ścieżka dźwiękowa ukazuje się na kilka tygodni przed premierą danego tytułu, i od jej powodzenia często zależy, czy rzecz okaże się hitem, czy też zrobi klapę. Kawałki z soundtracków grane są w radiu, w telewizji, w klubach, w dyskotekach… Nierzadko piosenki żyją własnym życiem, w oderwaniu od filmów. Na przykład dramat “Dil Se” nie odniósł komercyjnego sukcesu, ale song “Chaiyya Chaiyya” znalazł się wśród bollywoodzkich klasyków.
Powód drugi: bo można sobie pośpiewać w kinie. Poważnie! Indyjska publiczność podchodzi do filmowego tworzywa, by tak rzec, interaktywnie. Wpadające w ucho melodie i łatwe do zapamiętania słowa sprawiają, że widzowie wspomagają ekranowych bohaterów swoją wokalizą - z różnymi efektami, ale przecież nie warto sprzeczać się o detale. Ważne jest to, że podczas wspólnego śpiewu człowiek czuje się częścią grupy; seans staje się przeżyciem jednoczącym. A to akurat bardzo ważny czynnik w przypadku społeczeństwa tak niesamowicie rozwarstwionego, jak Indusi.
Powód trzeci: bo czasem na gościnnych występach pojawiają się gwiazdy. To nie żart. Muzyczne przerywniki służą często za pretekst do tak zwanych “special appearances”. Polega to na tym, że w trakcie piosenki nagle na ekran wkracza jakaś znana osobistość, której nie ma w oryginalnej obsadzie. Ot tak, na kilka chwil, by trochę potańczyć i zaraz zniknąć. Widzieliśmy to np. w “Gdyby jutra nie było”, w przeboju “Maahi Ve”. Ni stąd, ni zowąd wśród tłumu tańczących kamera wyłowiła najpierw Rani Mukherjee, a potem Kajol. Z kolei w najnowszym filmie Karana Johara, “Kabhi Alvida Naa Kehna”, w songu “Rock’N'Roll Soniye” swoje pół minuty ma (znowu!) Kajol, a w “Where’s The Party Tonight” w epizodycznej rólce demonicznego DJ-a występuje John Abraham.
Powód czwarty: piosenki nabierają dodatkowych znaczeń. Bollywoodzcy reżyserzy, podobnie jak ich koledzy z Zachodu, lubią odwoływać się do przeszłości. Tyle, że nawiązując do dawnych filmów, czerpią cytaty nie tylko z dialogów i konkretnych scen, ale także z muzycznych wstawek. Przykład? W jednej ze scen z “Gdyby jutra nie było” bohaterowie przerabiają restaurację z ogólnoamerykańskiej na indyjską. Krzątaninie tej towarzyszy song “Chale Chalo” z opowieści Ashutosha Gowarikera “Lagaan”. Trzeba znać kontekst, żeby wiedzieć, iż w pierwowzorze była to patriotyczna pieśń bojowa, jaką zagrzewali się zawodnicy drużyny krykieta, ruszając do walki z Anglikami. Z kolei film “Gdyby jutra…” sam stał się źródłem ironicznego cytatu. W thrillerze “Khakee” pojawia się terrorysta (Ajay Devgan), który wysadza w powietrze dom nielojalnego współpracownika. Tuż przed wybuchem dziecko zdrajcy śpiewa tytułowy kawałek z “Kal Ho Naa Ho”: “W każdej chwili, tu na ziemi, żyj pełnią życia. Czasu, który masz…” - w tym momencie następuje wielkie BUM, po czym zamachowiec dopowiada resztę: “…jutro może zabraknąć”.
Powód piąty: bo można lepiej poznać bohaterów. Muzyczne wstawki odzwierciedlać mają stan ducha filmowych postaci, przedstawiać ich marzenia i fantazje, a także akcentować nastrój opowieści. Ilustrowane songi zrywają z zasadami realizmu: postacie nagle przenoszą się do odległych zakątków świata (słynna scena z piramidami w “Czasem słońce, czasem deszcz”); chłopak, który nie umiał tańczyć, nagle okazuje się mistrzem parkietu (”It’s Magic” w “Koi… Mil Gaya”), a dziewczyna, na którą nikt wcześniej nie zwracał uwagi, raptem wyrasta na królową piękności (”Tumse Milke Dil Ka Hai Jo Haal” w “Jestem przy tobie”).
Bajkowy charakter tych sekwencji po części wynika z faktu, iż w pierwszych latach swego istnienia kino rozwijało się w Indiach pod kontrolą Brytyjczyków. Chcąc oszukać kolonialną cenzurę, filmowcy wplatali do swoich opowieści oniryczne sceny, przedstawiające niepodległą ojczyznę, mlekiem i miodem płynącą. Widownia potrafiła rozszyfrować sygnały, których decydenci z Albionu najwyraźniej nie byli w stanie dostrzec. Z biegiem czasu tematyka piosenek przesunęła się na sprawy ogólnoludzkie; z przewagą kwestii męsko-damskiej. Za to skłonność do przedstawiania swego kraju w sposób mocno wyidealizowany pozostała filmowcom do dziś…
Źródło: Stopklatka.pl
- Kategoria: Muzyka
- || Skomentuj »
Poniżej wpisy o zbliżonej tematyce:

17.02.2008, 19:55
uwielbiam bollywood…kocham te piosenki…..ach
13.04.2008, 14:44
Te piosenki są cześciA mnie… kocham Uwielbiam… Podnaszą mnie na duchu.. Mogłabym słychać ich bez końca…!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
04.07.2008, 07:36
Super blog. Ja też uwielbiam Bollywood. Jak ktoś chce na ten temat pogadać to piszcie na e-mail: olkas1995@o2.pl
18.10.2008, 14:45
Tak, te piosenki są świetne, a te filmy bollywood, te stroje i tańce. NIEBO - kOCHAM wASZYSTKO cO iNDYJSKIE
Kto Chce Popicać? 5027866 to moje GG :))